prawiebrunet.pl v29 | let the precious things bleed
niecodziennik: październik 2009
Ukłucia/Czwartek, 1. października 2009 r./
Przeglądam papierowe zdjęcia ze skromnego archiwum, jakie w jednej z szuflad urządziła sobie Mama.
Nie przepracowałem jeszcze tej straty. Przez rok nie potrafiłem nic z tym zrobić. Postanawiam to zmienić. Obejrzę i wybiorę zdjęcia, napiszę tekst — bardziej dla mnie niż dla kogokolwiek innego.
Od dawna nie chodzę na grób, niezbyt dobrze to znosiłem. Ale nie tędy droga. Po zdjęciach i tekście przyjdzie czas na częstsze wizytowanie cmentarza; może zrobi się choć trochę lepiej.
Z negowaniem tego faktu żyje się na pozór normalnie. Tylko że do mnie dociera to, że im dłużej tak robię, tym gorzej dla mnie. Czas robi swoje, ale nie da się zrzucić na niego całej czarnej roboty.
T. jest obok. Wczoraj przysłał mi zabawny fotomontaż. Zupełnie jakby w górach był z nami ktoś jeszcze. Zdolna bestia z niego.
Dziesięć lat temu zacząłem studia.
O tekście z Mamą i koncercie Tori Amos/Piątek, 9. października 2009 r./
Napisałem trochę o Mamie. Na stronie zawiśnie to pojutrze, w pierwszą rocznicę śmierci. Przesuwam wirtualne kartki kalendarza w komputerze i za nic w świecie nie dociera do mnie, że już rok.
Ten tekst bardzo mi pomógł, chociaż tworzyłem go długo, wracając do niego w zupełnie różnych stanach. Ale powstał… i jestem z niego zadowolony. Opisałem całe życie Mamy takim, jakie było. Bez analiz i interpretacji. Przez fakty do niewypowiedzianych wniosków. Znajdźcie chwilę i przeczytajcie go w całości, proszę Was. Będą też bardzo archiwalne zdjęcia Mamy oraz moje, m.in. w beciku, w którym wystąpiłem podczas chrztu.
Dzisiaj koncert Tori Amos w Zabrzu, jutro w Warszawie. Na tym drugim będę. Nie przeżywam tego już tak, jak dwa lata temu, chociaż nadal bardzo się cieszę. Może to lepiej, bo wtedy cały występ spędziłem w jakimś oszołomieniu, a teraz więcej ma szansę do mnie dotrzeć. No i w 2007 roku był trzydziesty któryś rząd Kongresówki, a jutro czwarty. Będę miał niewątpliwą okazję przyjrzeć się całemu botoksowi Tori.
Od jakiegoś czasu kłócę się ostro z siostrą. Średnio co trzeci dzień.
Will you choose fear? Will you choose love?/Wtorek, 13. października 2009 r./
Zupełnie się tego nie spodziewałem. Tori przebiła Radiohead. Lista wykonanych utworów okazała się zestawem z marzeń, a to, co działo się w finale koncertu z publicznością i samą artystką, opiszę w tekście, który pojawi się tutaj może już jutro. Fajnie, że Tori nadal jest w takiej formie i chrzanić ten jej botoks oraz album z kolędami.
Tudzież to, że Warszawa nie da się lubić. Stolica po raz kolejny wydała mi się totalnie niegościnna, nie licząc znajomego, który zapewnił nam świetny nocleg w samym centrum miasta (jeszcze raz wielkie dzięki!). Wołanie za przyjezdnymi pedały! okazuje się być tutaj na porządku dziennym. Do tego szaro, brudno i komunistycznie. Razem z Tomkiem cieszyliśmy się jak dzieci, że mieszkamy w mniejszych miastach.
Trochę to przespałem, ale lepiej późno niż wcale. Z okazji Światowego Dnia Wychodzenia z Szafy swoje comingoutowe filmiki nagrało w tym roku również trochę Polaków (i Polek oczywiście). W załączeniu jeden z nich, który podziała może jak mała zachęta do włączenia własnej kamerki? Ja nie posiadam, więc nic nie nagrałem, ale jako redaktor strony, którą czytają znajomi z liceum, ze studiów i (byłej) pracy czuję się (chyba) zwolniony z obowiązku. Przyjemnego oglądania.
Kiedyś znów napiszę coś od siebie/Sobota, 17. października 2009 r./
Nowy teledysk HEY na początku nie bardzo mi się podobał. Po trzecim obejrzeniu dochodzę do wniosku, że przesłanie korespondujące z utworem jednak posiada. Tylko szkoda, że tak mało w nim Kaśki. Odliczam dni do płyty, przypominając sobie stare nagrania grupy, które wywołują dziwne wspomnienia, zupełnie jak ostatni klip Kayah. Pierwsza połowa nakręcona akurat w tamtym miejscu.
Relacja z koncertu Tori trochę się opóźni…
Wielka Singlowa Zmyłka, czyli nowy HEY/Niedziela, 25. października 2009 r./

Pierwsze podejście do nowego albumu grupy HEY miałem jakieś mało udane. Krążek wydał mi się tragiczny. Tak bardzo, że aż zacząłem rozmyślać o tym, czy to przypadkiem nie dlatego, że się zestarzałem i przemawia już do mnie jedynie poziom nowej Chylińskiej.
Produkcyjnie tej płycie nie da się zarzucić nic. No może czasem mogłoby być trochę głośniej. Ale pewnie sam zespół postawił na takie plumkania, więc niech im będzie. Chyba że producent? Kiedy tylko ogłoszono, że zostanie nim gość od „Nosowska/Osiecka”, zrobiło mi się słabo. Teraz wiem, czemu. Album nie brzmi jak HEY, tylko jak Nosowska zmiksowana z Nosowska/Osiecka. Ja solowe dokonania Kaśki bardzo lubię, ale ten ostatni projekt na boku jakoś nieszczególnie przypadł mi do gustu. Zbyt grobowy wyszedł.
Co poradzić. Nowe dzieło nie wydaje się znowu takie złe, szczególnie w jesienny wieczór jak dziś. Po raz kolejny o umieraniu, przemijaniu, niezrozumieniu i pulsującej pod powierzchnią rozpaczy. Ale widać tak już musi być u Kasi. Przecież ona ma starą duszę.
Zastanawiam się tylko, co podczas koncertów będzie robił Marcin, gitarzysta. Chyba wychodził na papierosa… bo co innego mu pozostaje. To nie jest płyta zespołu HEY. To jest płyta Kasi i Pawła. W każdym razie tak właśnie brzmi. Ulepszone „Music Music”.
„Boję się o nas” będzie pewnie drugim singlem. A jeśli kupiliście ten album, bo chcieliście więcej utworów przypominających zapowiedź całości, to bardzo współczuję.
O czasoprzestrzeni/Wtorek, 27. października 2009 r./
Ten nowy HEY jakoś się we mnie rozwija, ale nadal uważam, że jest zbyt przygnębiający. Jak dla mnie chyba nie na ten czas.
Z płytami jak z ludźmi. Co by było, gdyby tę czy tamtą osobę poznać w zupełnie innym momencie? Tak wiele zależy właśnie od tego. Ten sam człowiek spotkany o kilka lat za wcześnie może być dla nas kimś zupełnie innym. Dobrze, że stanąłem na Twojej drodze trzeba zmienić na Dobrze, że spotkałem Cię teraz. Dobrze, że spotkałem Cię jeszcze raz.
Są w moim życiu osoby, na które chciałbym trafić kiedy indziej. »»