prawiebrunet.pl v29 | let the precious things bleed

Wtorek, 9. marca 2010 r. | Ostatnio dodane: Przebiśpiew [2010-03-08]

felietony i inne

Pierwszy raz

Część I

Ja…

Mam na imię Grzegorz. Od dwóch lat mieszkam w Warszawie. Jestem wysokim, szczupłym szatynem o niebieskich oczach i krótko ściętych włosach. Pracuję w niewielkiej firmie informatycznej. Piszemy programy dla firm, dbamy o to, by przysłowiowa pani Jadzia nie miała z nimi problemów. Lubię swoją pracę.

Co poza tym… Wieczorami słucham dużo muzyki. Głównie alternatywnej, ale nie stronię też od komercji. Często staram się wygrzebywać z Internetu nowe i mało znane rzeczy, a później zarażać nimi znajomych. Fajnie, gdy się udaje.

Przyjaciele stanowią bardzo ważną część mojego życia. W ciągu tych dwóch lat, jakie minęły od przeprowadzki, zdążyłem zebrać niewielkie, ale wypróbowane grono bliskich mi osób. Niestety nie ma wśród nich ani jednego geja czy lesbijki. Podczas ostatniego sylwestra postanowiłem wreszcie to zmienić. Chyba dlatego zdecydowałem się do Ciebie napisać.

Oczywiście gdyby zdarzyło się tak, że przypadlibyśmy sobie do gustu, nie wykluczam czegoś więcej. Od jakiegoś czasu jestem sam i nie ukrywam, że na spotkaniu tego kogoś też mi zależy. Ale bez presji…

Głęboko wierzę, że przyjaźń i miłość są tak samo ważne w naszym życiu. Jedna i druga równie cenna. Mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz.

…biorę Ciebie za męża…

Na Twoje ogłoszenie trafiłem przypadkiem. Bardzo rzadko przeglądam anonse. Jak dla mnie zbyt dużo tam fałszu i obłudy, nawet jeśli odfiltrujemy Tylko Seks oraz tym podobne. Najbardziej śmieszą mnie zawsze ogłoszenia w stylu „Szukam kolegi do regularnych spotkań; gwarantowana dyskrecja” wciskane do grupy Szukam Przyjaciela. A może raczej przyprawiają o lekką depresję. Sam nie wiem. Zaprawdę dziwnie rozumiana jest dziś przyjaźń. Miłość zresztą też. Już chyba nie tak jak kiedyś.

…i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…

Ja jestem pod tym względem nieco staromodny. Dla mnie szczytem szczęścia byłby pewnie przysłowiowy domek z ogródkiem i kotem łaszącym się do nóg moich i mojego faceta. Zauważyłem, że taka wizja przeraża większość gejów, ale podejrzewam, że pod tym względem już się nie zmienię. Może to zabrzmi nieskromnie, ale czuję, że potrafiłbym kochać swojego wybranka do grobowej deski.

…oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

Bardzo istotna jest też dla mnie sfera duchowa. W dzieciństwie przez długi czas byłem ministrantem, co chyba w znaczący sposób na mnie wpłynęło. Nie jestem praktykujący, ale myślę, że mogę napisać o sobie katolik. Czy to byłby dla Ciebie jakiś kłopot? Nie zrozum mnie źle. Nie jestem fanatykiem Kościoła, nie. Po prostu wierzę w Boga, w to, że to on jest siłą napędzającą wszystko wokół. Chciałem napisać o tym na samym początku, bo wiem, że geje często odwracają się od tego typu osób. Mam nadzieję, że Ty taki nie jesteś. Nie wydaje mi się…

Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Twój anons od razu zwrócił moją uwagę. Był zupełnie inny. W powodzi ofert sfrustrowanych seksualnie ciotek i desperatów szukających „dziwnej” przyjaźni, wydał mi się wyjątkowy. I tak właśnie postrzegam Twoją osobę. Choć jeszcze się nie znamy, mam przeczucie, że to może być dobra i długotrwała znajomość.

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki zakomunikowałeś to, co dla Ciebie najważniejsze. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać naszego spotkania.

Mam nadzieję, że Cię nie peszę…

Pozdrawiam ciepło,
Grzegorz.

Część II, ostatnia

Witaj,

Na początku mojego listu chcę Ci podziękować za wszystkie piękne maile, jakie ostatnio od Ciebie dostałem. Przepraszam za milczenie. Nie mam żadnego usprawiedliwienia. Może jedynie to, że… nie wiedziałem, co napisać.

Tamta noc (za którą również bardzo Ci dziękuję!) była tak ważna dla nas obu, ale czuję, że dla każdego z innych powodów. To mnie sparaliżowało. Przez kilka wieczorów zabierałem się do tego, by wreszcie coś do Ciebie naklikać, lecz każde Twoje słowo powstrzymywało mnie jeszcze bardziej.

Wiem, że liczysz z mojej strony na więcej. Ja chyba nie jestem w stanie tego z siebie wykrzesać, Adamie. Te słowa zapewne bardzo Cię ranią, mimo wszystko muszą zostać wypowiedziane, albo przynajmniej napisane. Długo myślałem, czy po prostu się nie spotkać, doszedłem jednak do wniosku, że cierpiałbyś mocniej.

Wszystkie moje przypuszczenia co do Twojej osoby, jakie sformułowałem w swojej głowie jeszcze przed spotkaniem, potwierdziły się. Jesteś dobrym, wrażliwym człowiekiem. Patrzysz na świat refleksyjnie, masz cudowne poczucie humoru, jesteś szczery. Wiedz, że ogromnie Cię szanuję. Tym bardziej nie mogę sobie darować, że dopuściłem do tego, co się stało. Powinienem był odwieźć Cię do domu, zamiast jeszcze zapraszać do siebie. W głębi duszy wiedziałem, że robię coś złego, a jednak stało się. Teraz już nic na to nie poradzimy. Twoje cierpienie rozdziera mi serce, ale nie jestem w stanie uchronić Cię przed nim.

Przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności…

Spotkałem Kogoś. Wydaje się być ucieleśnieniem wszystkich moich ideałów dotyczących faceta. Piękny, cholernie inteligentny. Jest tak, jakbyśmy szukali się od dawna, nie wiedząc o tym. Ale odnaleźliśmy się i tylko to się liczy. Znamy się krótko, a jednak obaj mamy dziwną pewność, że jesteśmy sobie pisani.

Wiem, że te słowa rozjątrzą Twoje rany, czuję jednak, że jestem Ci winien szczerość. Tę szczerość, której tamtej nocy w pewnym momencie z mojej strony zabrakło. Przepraszam Cię za to.

Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

…w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Powodzenia, Adamie,
Grzegorz.

2008

Dobry XHTML 1.0 Strict | (CC) 1996 — 2010 Some Rights Reserved